|
Smutno mi się zrobiło , gdy wyprawiając Dianę i ciężki ekwipunek w długą zamorską podróż musiałem zapakować także trofeum Grand Prix. Niby nic , ot niewielka kamienna kostka podstawy i parę bryłek mosiądzu uformowanych , w kształt orła zrywającego się do lotu. Statuetka oglądana z bliska jest wręcz brzydka , jakby niedbale ulepiona z grudek plasteliny , lecz jest pełna ekspresji i jakże wiele wspomnień się z nią wiąże.Z powodu czyjegoś niedbalstwa nie zdążyła na spotkanie z Sebastianem , gdy wygrał pierwsze GP w Alpach. Wynikła w związku z tym zabawna sytuacja , bo przy uroczystej dekoracji w St.Auban wicemistrzowi wręczono okazały puchar , drugi wicemistrz dostał także okazałe trofeum - a mistrz koszyczek lawendy !?
 Gromka salwa śmiechu licznych uczestników imprezy wprawiła organizatorów ceremonii w duże zakłopotanie , lecz wybrnęli z kłopotu porywając okazałą mewę z gabinetu prezesa.
 Właściwe GP Trophy dogoniło Sebastiana dopiero w Nowej Zelandii .Wielce dramatyczne toczyły się tam boje , ale po pięknym locie finałowym Sebastiana nie było wątpliwości pod czyją opieką będzie orzeł przez najbliższe dwa lata. Zżyłem się z jego widokiem na kominku i odprawiając go na Antypody nie miałem wielkiej nadziei na jego powrót. Wprawdzie w latach 2005 - 2008 Sebastian wygrał wszystkie ważniejsze zawody w jakich uczestniczył , ale marzenie o trzecim pod rząd zwycięstwie w najtrudniejszych zawodach świata wydawało się nierealne. Popłynęła Diana a z nią trofeum , przyszedł czas na kupno biletu lotniczego , aż nagle jak grom poraziła nas wiadomość ,że nie ma pieniędzy na wyjazd. Były już takie przypadki w karierze Sebastiana , ale ze skalą tamtych wydatków mogłem poradzić sobie sam . Jednak koszty tej odległej wyprawy były zbyt duże .To był ogromny cios dla Sebastiana, gdyż ogromnie zależało mu na tym , aby stanąć w szranki z najlepszymi na tak trudnej i pięknej arenie. Wtedy powstał zamysł zbiórki. Lecz wybuchła znów przykra niespodzianka , bo te same trąby jerychońskie które zniszczyły psychikę Sebastiana podczas ubiegłorocznych mistrzostw na Słowacji , zaczęły wzywać do zbojkotowania tych działań i zablokowania wyjazdu do Chile. W tej sytuacji żal było patrzeć na syna , który z ogromną starannością sposobił się do GP a dla pomyślności tego zamierzenia odłożył nawet wszystkie sprawy zawodowe i rodzinne . I wtedy zadziała cicha , pracowita ,ofiarna ,podpora całej naszej rodziny - mamuśka. Podjęła tajemne negocjacje z Panem Bogiem zwracając się codziennie do niego słowami : -Skoro tak synowi na tym zależy i chcą mu pomóc dobrzy ludzie, pozwól aby im się udało. A gdy to się spełniło i problem przeniósł się za Andy, podjęła drugi etap negocjacji: - Jak już tam jest i walczy , to chroń go i niechaj mu jakoś pójdzie... Skutek tych negocjacji widzieliście. 
Trophy odbyło podróz pod Andy i wraca na swoje miejsce. /Foto: page WSGP Chile/ Wynik jaki symbolizuje ta statuetka niech będzie nagrodą dla tych wszystkich , którzy przyczynili się do realizacji tego wielkiego sukcesu. Za Wasze wielkie serce, ofiarność i zaangażowanie w imieniu syna i własnym bardzo gorąco i serdecznie dziękuję . Jeszcze lepiej będzie będzie, gdy szczerze , na sposób naszych ojców powiem: - Bóg Zapłać ! A gwoli wyjaśnienia informuję , że Sebastian nie dostał się pod opiekę cesarza Kraju Kwitnącej Wiśni , lecz jak każdy z uczestników GP , musiał zdjąć swoje barwy i przyjąć znaki organizatorów. Tomasz Kawa
 |